Menu

Czarny Lolek

kręci się pupka, merda ogonek,cały się kręci, nasz piesek Lolek!

Warsztaty tropieniowe z Marią Kuncewicz (w Alteri oczywiście)

faberkowa

Zbierałam się i zbierałam, ale przez ZA DŁUGI weekend (wszak im więcej człowiek ma wolnego, tym gorzej idzie mu robota i zbieranie się) wszystko się odsuwało w czasie, aż nagle Aga (jak sądzę) wrzuciła na facebooka (ojej, wcześniej jeszcze Krzysiek!) zdjęcia z zeszłotygodniowych tropków i już wiedziałam, że to dobry czas na notkę i podsumowanie tego fantastycznego weekendu.

Uwielbiam wyjeżdżać, najlepiej daleko i po coś, np. na warsztaty, urlop, kurs (zawsze jakaś okazja się znajdzie). Na dummiki leciałam na trasie jak poparzona, ale już na tropki (mimo, że w powiększonym o Lolka i Piotrka składzie) aż tak się nie cieszyłam. Nie liznęłam dużo tropienia z naszymi psami od poprzednich warsztatów z Zofią Mrzewińską, zresztą wtedy byłam tam z Szyszką i wtedy wydawało mi się, że to nie jest aktywność, za którą by przepadała. Energia i motywacja wzrosła, gdy przyjechałam do tego cudownego miejsca, do agroturystyki "Na Polanie"- kurcze, mogłabym spędzić tam cały urlop albo przyjeżdżać na każdy weekend- wiocha, lasy, łąki, rzeczka, zwierzyna, cisza i spokój. 

Chęć bycia tam jak najwcześniej sprawiła zresztą, że tak żwawo się zebraliśmy i szybko dojechaliśmy na miejsce, dzięki czemu mogliśmy jeszcze pójśc na długi spacer z psami przed zajęciami teoretycznymi.

Teorii z Marią było niewiele- i dobrze. I tak najwięcej zapamiętujemy podczas praktyki. W sobotę pełni zapału stawiliśmy się na zbiórkę i rozpoczeliśmy dzień na polu, z tropieniem.

Czy tropienie = pies z nosem przy ziemi? Nie! A jak trudno było nam się od tego obrazu odkleić i uwierzyć Marii na słowo (na poczatek), że pies tropi tak, jak mu wygodnie- zbiera informacje to tu, to tam, dołem, górą, zatrzymaniem, zatoczeniem koła czy pętelek. Dopiero po pewnym czasie uwierzyliśmy też, że to co widzimy to tropienie, a nie szukanie nas wzrokiem. Udało się nas do tego przekonać często dopiero wtedy, gdy pies był kilka metrów od schowanej osoby i mimo to pracował.... tak- nosem!

Bardzo trudno też zrozumieć tropienie psa skoro możliwości naszego węchu są tak marne w porównaniu do możliwości psich nochali- skąd mam wiedzieć, czy pies potrzebuje wprowadzenie na ślad zgodnie z obowiązującym (:P) wiatrem? Czy aby mu nie przeszkodzę? Czy potrzebne są komendy? Skąd one do cholery jasnej wiedziały co mają robić? Że przedmioty zostawione w polu to dla nich wskazówki na śladzie, że mają kogoś szukać? Przecież 90% psów obecnych na warsztatach w ogóle nie miało doświadczeń z tropieniem!

Wszystko to nic- możliwości psiego nosa niewyczerpane, ogromne, zaskakujące i ta ich radość, gdy łapały ślad, nagle skręcały, widać było, że są pewne tego gdzie i po co pędzą  i wreszcie- radocha, gdy na końcu śladu pojawiał się znany/nieznany człowiek. 

Szybko okazywało się, że psy w lot pojmują w co się bawimy. Na dummikach zastanawialiśmy się, czy psom jak Tarot, Raja, Bazio, Brita nie pomyli i czy będą potrafiły przestawić się na inną aktywność- dwa tygodnie temu dummy, tydzień temu tropienie. Okazało się, że nie było mowy o żadnym chaosie w głowie psa- inne rytuały, inny schemat dnia, inne akcesoria i pewnie jeszcze kilka innych zmiennych sprawiło, że znów zaskoczyły i po prostu wiedziały. 

Jeśli już ktokolwiek z duetów pies-człowiek miałby mieć problem, to tylko człowiek. Ale i na to Maria znalazła dobry sposób na trenowanie naszych umiejętności- był więc czas na układani śladu dla siebie i przejście go, o tutaj widać jak to wyglądało:

Piotrek nie miał z tym większych problemów, ja oczywiście tak. "Lewo" i "prawo" mi się nie mylą nigdy, ale już to gdzie szłam, w którą stronę i którędy wracałam to istny horror :D

Przydały nam się też warsztaciki pracy z linką- niby taki tylko długi sznurek z linki żeglarskiej, a ile może przysporzyć trosk- zawinie się o krzak, o psa, o nogę stojącej osoby- jak to sprawnie rozwiązać i nie wybić przy tym psa z rytmu? Te ćwiczenia bardzo mi pomogły w niedzielę, gdy Piotrek zniknął daleeeeko w krzakach, a Bazio z linką i ze mną szukał go zaliczając wiele krzaków i miniwpadek. 

Piotrek dla ułatwienia zostawiał swoją garderobę na śladzie:)

 

 

Co jest najfajniejsze w tropieniu? Niski wymagany nakład finansowy- żadnego specjalnego sprzętu, ekwipunku- ot kalosze, dresy, szelki, linka i w pole i las!

Żeby mieć frajdę z tropienia z psem trzeba mieć dobrego nauczyciela. My tym razem mieliśmy ku temu ogromne szczęście. Dawno nie spędziłam czasu na (bądź co bądź) nauce, ale w tak sympatycznej i pozytywnej atmosferze! Nie stresowałam się nawet aż tak bardzo tym, że coś robiłam źle, istna sielanka. 

Żeby mieć frajdę z tropienia nie trzeba mieć żadnego specjalnego psa, rasy, typu czy w typie. Okazało się, że sam fakt bycia psem otwiera przed nimi takie możliwości, że pozostaje tylko patrzeć na to z podziwem. Zresztą od razu po tropkach robiliśmy z Piotrem naszym psom wersję fun-tropy chowając się na zmianę w lesie i pozwalając psom do nas trafić. Każdy z naszych psów chciał szukać, robił to z zaangażowaniem i ogromnie się cieszył, gdy nas odnajdywał. 

Najbardziej podoba mi się jednak w tym, co przekazała nam Maria swoboda, którą dajemy psu w pracy węchowej. Bardzo różniło się to od doświadczeń przekazywanych nam przez Zofię i mnie akurat lepiej przykleiła się wersja z tego roku. Wiedzieliśmy, że naszym zadaniem jest określenie kierunku wiatru, ułożenie śladu, umieszczenie wskazówek w postaci przedmiotów na śladzie w odpowiednich miejscach i ewentualnie pomoc udzielona psu, gdy zobaczymy, że się zagubił. Cała reszta to przedstawienie złożone z temperamentu danego psa, jego szybkości lub rozmyślności, ruchów, skoków, niuchania i innych rzeczy, które składały się na obraz tropiącego psiaka. 

Super, super, super- inaczej nie da się tego określić.

Na koniec relacji o warsztatach moja ulubiona fotka:

i zachęta: zaglądajcie na alteri.pl do działu: warsztaty tematyczne. Aż chcę powiedzieć: kto nie uczestniczył choć raz ten trąba:P Osoby prowadzące zajęcia, organizatorzy, uczestnicy, miejsce- to wszystko sprawia, że tam trzeba być! Najlepiej regularnie :D

A teraz szybko o tym co u nas:

Kończy się majówka, w ogóle jej nie poczułam mimo, że miałam wolne od 26 kwietnia. Dramatycznie szybki upływ czasu- tropki, dzień na rozluźnienie, zajęcia w Dogadajcie się, indywidualne, a od 1 maja nasza pierwsza szkolna majówka stacjonarna z udziałem flata Zefira, labiszonki Lizy, CTRa Gustawa i welshki Lorki. Aż trudno uwierzyć, że jutro kończymy. Było tropienie (a jakże!), rally-o, kształtowanie, wykłady różnorakie, zajęcia z posłuszeństwa w terenie, a dziś równiez dogtrekking w Kampinosie.

Przeszliśmy 17 km (równiusieńko), pogoda była idealna, trasa odcinkami błotnista, psiska idealne. Szyszka jak parowozik (potem cały dzień przespała, rany, jak to łatwo zaspokoić potrzeby malamuta....), a Lolko i Baz pierwszy raz na dwójniku z amortyzatorem i aż dziw bierze, że tak synchronicznie wędrowali. 

Bilans spaceru to też dwie kąpiele (Szyńce darowaliśmy) po powrocie, bo Kampinos jeszcze błotny.

Bilans długiego weekendu to więcej czasu spędzonego z psami (a o to chodziło), dwa treningi obi z Magdą (zaplanowany drugi na dziś) i możliwość wypicia rano w domu kawy. 

A już za tydzień- dwa dni Bisiowania z obedience na warsztatach z Magdą :D Już się z Biszkoptem nie możemy doczekać!!!

 

© Czarny Lolek
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci